|
|
 |
Pionierska operacja szyi
 Beata Łabutin 30-07-2004 ,
ostatnia aktualizacja 29-07-2004 20:32
Dwie godziny na stole operacyjnym, doba w szpitalu, powrót do
pełnego zdrowia w ciągu kilku tygodni - takie efekty daje
nowatorska metoda wszczepienia ruchomego implantu dysku kręgosłupa
zastosowana w czwartek w Wojewódzkim Centrum Medycznym
czytaj dalej »
Do tej pory w Polsce
przeprowadzono tylko jedną taką operację (w Bydgoszczy), na
świecie zaledwie kilka. Czwartkowa zakończyła się pełnym sukcesem.
- Pacjent nie będzie musiał w ogóle nosić kołnierza
ortopedycznego, a w piątek wypiszemy go do domu. Za tydzień
przyjdzie ściągnąć szwy - mówi neurochirurg dr Dariusz Łątka, szef
zespołu, który operował wczoraj mężczyznę chorego na dyskopatię
szyjnego odcinka kręgosłupa.
Pan Mirosław, 34-letni menedżer z Opola, cierpiał na dyskopatię
pourazową. - Przy odchyleniu głowy w tył tracił czucie w ręce,
cierpiał też na bardzo dotkliwe bóle karku, rąk i głowy,
uniemożliwiające normalną egzystencję - mówi neurochirurg.
Operacja zaczęła się w samo południe. Najpierw chirurdzy musieli
odsłonić chore miejsce. Wykonali poprzeczne cięcie na szyi,
odsunęli na bok ścięgna, mięśnie, naczynia i tarczycę. Potem
wwiercając się w dwa kręgi sąsiadujące z chorym umocowali
specjalne prowadnice, wzdłuż których operowali chirurgicznymi
narzędziami. Usunęli chory dysk i wprowadzili na jego miejsce
implant.
- Na tym właśnie polega rewelacyjność nowej metody - mówi dr
Łątka. - Do tej pory wszczepialiśmy ruchome implanty dysków,
montując na kręgosłupie pacjenta specjalne tytanowe rusztowanie:
konstrukcję zajmującą kilka sporych skrzyń. Rusztowanie
przypominało sporą rurę z otworami na narzędzia, więc nie
widzieliśmy, co robimy i musieliśmy korzystać z podglądu
rentgenowskiego, co z kolei wymuszało pracę w ciężkich ołowianych
fartuchach. Do tego lekarz manewrował instrumentami trochę na
oślep, bo widział pole operacyjne tylko na ekranie rentgena. No i
dawka promieni... Po takim zabiegu byliśmy wykończeni.
Teraz zastosowano instrumenty produkcji amerykańskiej, lekkie
prowadnice, mocowane w kręgosłupie, co pozwoliło bezpośrednio
widzieć pole operacyjne.
To wielka zaleta, bo taka operacja jest o wiele bezpieczniejsza
dla pacjenta, neurochirurdzy poruszają się przecież w bezpośrednim
sąsiedztwie rdzenia kręgowego.
Operowanie nową metodą ma jeszcze jedną zaletę: trwa dwa razy
krócej. Wczorajsza zajęła lekarzom dwie godziny, ale tylko
dlatego, że była pierwsza w historii WCM. - Z czasem dojdziemy do
wprawy i myślę, że wszystko nie potrwa dłużej niż godzinę i 15
minut - dodaje dr Łątka.
Ta okoliczność ma wielkie znaczenie dla pacjenta; jego organizm
jest obciążony krócej, poza tym błyskawicznie przychodzi do
siebie.
Kołnierz ortopedyczny, stosowany po tradycyjnej operacji przez
trzy miesiące, tu chory będzie nosił tylko... jeden dzień. W
szpitalu pozostanie zaledwie dobę po operacji, rehabilitacja
zacznie się natychmiast, a już w ciągu kilku tygodni pacjent
dojdzie do pełnej sprawności.
Ruchomy implant kręgosłupa kosztuje 10 tys. zł. Nie jest to mało,
ale wobec faktu, że chory pozostaje w szpitalu bardzo krótko i
szybko wraca do pracy, warto inwestować w nową metodę.
Zanim zespół dr Łątki przystąpił do operacji, trenował na
specjalnych modelach. Chodziło o uzyskanie jak największej
precyzji oraz oswojenie instrumentariuszek z nowymi narzędziami.
WCM jest jednym z kilku ośrodków w Polsce, w których wszczepia się
ruchome implanty dysków, co umożliwia uzyskanie pełnej ruchomości
kręgosłupa.
|
|
|
|
 |