
Beata
Łabutin
29-05-2003, ostatnia aktualizacja
28-05-2003 19:16Neurochirurdzy i torakochirurg
przeprowadzili wspólnie pierwszą na Opolszczyźnie operację
wstawienia tytanowej protezy w kręgosłup, do którego dostali
się, otwierając klatkę piersiową. To kolejny dowód na to, że
oddział neurochirurgii Wojewódzkiego Centrum Medycznego należy
do krajowej czołówki
czytaj dalej »
Zabieg,
który trwał sześć godzin, przeprowadzono we wtorek.
O
jego unikalności stanowią dwa elementy: po raz pierwszy w
Opolu wstawiono protezę kręgu piersiowego (do tej pory
wstawiano protezy tylko kręgów lędźwiowych i szyjnych), po raz
pierwszy także dokonano tego, dostając się do kręgosłupa od
przodu, otwierając klatkę piersiową i wyłączając z pracy jedno
płuco. Właśnie do tej części operacji potrzebny był
torakochirurg (chirurg klatki piersiowej). Wspomóc opolskich
kolegów przyjechał dr Andrzej Majewski z
Wrocławia.
W kilka dni przestał chodzić
Wczoraj pacjent, który leży jeszcze na oddziale
intensywnej terapii, czuł się już dobrze, chociaż rano dostał
duszności. - Zapadło nam się jedno płuco - mówi dr Dariusz
Łątka, który operował chorego. - Poradziliśmy sobie jednak i
teraz z każdą godziną następuje poprawa.
- Czuję się
coraz lepiej - powiedział nam chory, oplątany jeszcze kablami,
podłączony do specjalistycznej aparatury monitorującej. - Ale
nie może być inaczej, skoro trafiłem w tak dobre ręce - dodał.
Pan Witold ma 36 lat. Mieszka pod Głubczycami. Nigdy
poważnie nie chorował, aż do chwili, gdy z końcem kwietnia
zaczął nagle tracić czucie, a potem władzę w nogach. Choroba
przebiegała gwałtownie. W ciągu kilku dni mężczyzna przestał
chodzić. Diagnostyka wykazała zmiany w kręgosłupie, w jednym z
kręgów piersiowych, który - okazało się - trzeba było usunąć i
zastąpić go protezą, tzw. rzymską śrubą, składającą się z
trzech pierścieni, a wykonaną z tytanu, o rozmiarach 28 na 30
milimetrów.
Nikt go nie chciał, zrobili sami
Opolscy lekarze rozpoczęli więc starania o operację w
jednym z kilku miejsc w Polsce, gdzie praktykowana jest
współpraca torakochirurgów z neurochirurgami. Niestety,
wszędzie spotkali się z odmową, z różnych względów. - W jednym
ośrodku mówiono nam, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie refunduje
takich zabiegów, w innym z kolei, że nie mają torakochirurga -
mówi dr Łątka.
Postanowili więc poradzić sobie sami.
Dyrektor WCM dr Marek Piskozub zwrócił się do swojego
szkolnego kolegi dra Andrzeja Majewskiego, torakochirurga z
Wrocławia, który natychmiast przyjechał i stanął za stołem,
torując drogę do chorego odcinka kręgosłupa. - Dodajmy, że
dotarcie do chorego kręgu od strony pleców było absolutnie
niemożliwe - mówi dr Łątka.
Bez operacji nie mógłby
nawet usiąść O tym, jaki ostatecznie efekt
przyniesie operacja, tak naprawdę będzie wiadomo za pół roku.
Na razie jest dobrze. Rdzeń kręgowy pozostał ciągły, jest więc
nadzieja, że pacjent będzie wracał do zdrowia. - Ma czucie w
nogach, a po operacji powróciło już napięcie mięśniowe, to
znaczy, gdy chory chce poruszyć nogami, mięśnie napinają się -
mówi dr Tomasz Krzeszowiec, który brał udział w
operacji.
Dzięki zabiegowi pacjenta będzie można poddać
rehabilitacji. Gdyby Witolda nie operowano, nie mógłby nawet
siedzieć, nie mówiąc o tym, że choroba mogłaby się
rozwinąć.
Przeprowadzenie operacji podobnej jak
wtorkowa wymaga współpracy neurochirurgów, torakochirurgów i
anestezjologów, i jest możliwe tylko w najnowocześniejszych
ośrodkach medycznych, dlatego takie zabiegi należą w Polsce do
rzadkości.