
Beata Łabutin
12-03-2004,
ostatnia aktualizacja 12-03-2004 18:59Siedem godzin trwała operacja
57-letniego pacjenta. - Tak rozległego zabiegu jeszcze w Opolu
nie robiliśmy - mówi dr Dariusz Łątka z oddziału
neurochirugiiW
niecodziennej operacji w Wojewódzkim Centrum Medycznym brało
udział 17 osób, w tym trzy zespoły chirurgów: urolodzy,
chirurdzy naczyniowi i neurochirurdzy.
Planowali usunąć
choremu nerkę i wstawić protezę jednego z kręgów.
Trzy etapy O godzinie dziewiątej chory
był już uśpiony, a do pracy przystąpili chirurdzy urolodzy,
którzy otworzyli jamę brzuszną pacjenta i usunęli mu chorą
nerkę. Podczas zabiegu okazało się jednak, że trzeba również
wyciąć śledzionę.
Po urologach do pracy przystąpili
chirurdzy naczyniowi, którzy wypreparowali (w tym przypadku
odsunęli na bok i podwiązali) duże naczynia biegnące z przodu
kręgosłupa, w tym aortę, która w odcinku lędźwiowym dzieli się
na dwie tętnice biodrowe.
- Novum tego zabiegu polega
między innymi na tym, że dostęp do kręgosłupa uzyskaliśmy od
przodu, podczas gdy z reguły neurochirurg sięga do kręgosłupa
od tyłu, kładąc chorego na brzuchu. Trzeba było odsunąć
narządy wewnętrzne i naczynia, by utorować drogę do chorego
kręgu - wyjaśnia dr Dariusz Łątka.
Kolejny etap
należał do neurochirurgów, którzy wstawili tytanową protezę w
miejsce uszkodzonego kręgu. To coś w rodzaju śruby, która się
rozkręca i poprzez rozkręcanie rozpycha sąsiednie trzony
kręgów. Trzeba ją jeszcze ustabilizować specjalną płytą -
tłumaczy dr Łątka.
Czas czekania Po
siedmiu godzinach operacji zespół lekarzy padał ze zmęczenia.
- Oprócz wszystkich innych względów, stresu i ryzyka,
bo taki zabieg zawsze wiąże się z ryzykiem, po prostu
fizycznie się napracowaliśmy. Wiele czynności wymagało użycia
sporej siły i niebywałej precyzji. Nie było mowy o tym, by
przysiąść na chwilę - zapewnia dr Łątka.
Po operacji
pacjenta przewieziono na oddział anestezjologii i intensywnej
terapii, gdzie zostanie przez najbliższe dni. - Wymaga
troskliwego nadzoru, stracił bowiem bardzo dużo krwi -
podaliśmy mu jej ponad trzy litry - a w takich przypadkach
organizm reaguje bardzo różnie. Z chirurgicznego punktu
widzenia operacja się powiodła. Teraz pozostaje czekać - uważa
neurochirurg, dodając, że zabieg nie byłby możliwy, gdyby nie
zgoda dyrektora WCM na przeprowadzenie go. - Koszt operacji
jest z pewnością wyższy niż kwota, jaką uzyskamy za niego z
Narodowego Funduszu Zdrowia - mówi dr Łątka.