
Beata Łabutin
06-12-2004
, ostatnia aktualizacja 05-12-2004 18:16
Półtora metra platynowego
drutu nosi w głowie od piatku Iwona Augustyn ze Zdzieszowic. Wprowadzili go
lekarze z WCM podczas pionierskiej na Opolszczyznie operacji tętniaka mózgu bez
otwierania czaszki
- Jak na taka operację czuję się bardzo dobrze - mówiła w niedziele Iwona
Augustyn otoczona wianuszkiem bliskich. - Najchętniej poszłabym już do domu -
wyznała pierwsza pacjentka na Opolszczyznie, w leczeniu której zastosowano
nowatorska metoda. Korzystaja z niej lekarze w kilku zaledwie osrodkach
klinicznych w kraju.
Ogromne ryzyko
Iwona Augustyn ma 45 lat. W sierpniu dostała krwotoku mózgowego, operowano j±
natychmiast na oddziale neurochirurgicznym w Wojewódzkim Centrum Medycznym.
Badania wykazały, że w mózgu jest jeszcze jeden tętniak. Jego lokalizacja
uniemożliwiła jednak dotarcie do niego tradycyjna metoda, to znaczy poprzez
otwarcie czaszki.
- Miescił się tuż obok pnia mózgu, dokad dostęp jest bardzo trudny - mówi dr
Dariusz Łątka, szef opolskich neurochirurgów. - Jedynym wyjsciem było dotarcie
do niego od osrodka, poprzez tętnicę udowa.
Ryzyko było ogromne, jednak nie mniejsze, niż gdyby w ogóle zaniechano zabiegu,
pęknięcie tętniaka bowiem - co mogło nastapić w każdej chwili - oznaczało pewna
smierć.
Skok na głęboka wodę
Pacjentka, pełna ufnosci po pierwszej udanej operacji, chciała, by nowatorski
zabieg przeprowadzili ci sami lekarze, którzy operowali ja za pierwszym razem.
- Zmobilizowalismy się więc natychmiast - mówi dr Łątka. - Poprosiliśmy o pomoc
dra Macieja Szajnera z Lublina, specjalistę w tej dziedzinie, i w piatek
skoczyliśmy na głęboka wodę.
Zabieg trwał nieco ponad godzinę, kosztował jednak zespół operacyjny radiologów
i neurochirurgów sporo nerwów, wymagał bowiem niezwykłej precyzji. - Jestesmy
szczęsliwi, że się udało. Pacjentka będzie zupełnie zdrowa - zapewnia Łątka.
Lekarze z WCM już postanowili, że w miarę potrzeb będą stosować nowatorską
metodę, chociaż jest ona i ryzykowna, i droga. Kosztuje wprawdzie ok. 30 tys.
zł, ale eliminuje ryzyko transportu chorego, który zawsze jest dla organizmu
sporym obciążeniem.
Przypadki chorobowe takie jak Iwony Augustyn są bardzo rzadkie, zdarzają się
kilka razy w roku.
- Ten zabieg był jedyną szansą dla pacjentki, dlatego zdecydowaliśmy się na
niego, chociaż nie był kontrakcie z NFZ - mówi dr Marek Piskozub, dyrektor WCM.
- Liczymy jednak, że NFZ zwróci nam pieniądze. Na przyszły rok
zakontraktowalismy trzy takie zabiegi.
|
|
|
|
|
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść
wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające
wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą
ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.
Więcej informacji.
|