
Beata Łabutin
10-03-2005
, ostatnia aktualizacja 10-03-2005 18:59
Anna Dutkiewicz spod Karłowic jest pierwsz± w Polsce i jedn± z nielicznych w Europie pacjentek, którym zoperowano kręgosłup,
"oglądając" go podczas zabiegu poprzez nałożenie na siebie obrazu z tomografu sprzed operacji i zdjęć radiologicznych robionych w trakcie zabiegu. Dane zmiksował komputer, co umożliwiło chirurgom osi±gnięcie niebywałej precyzji
Trzygodzinny zabieg przeprowadzono w środę w WCM. Pani Anna cierpiała na tak mocne bóle kręgosłupa, że nie była w stanie chodzić. W czwartek, dzień po operacji, spacerowała już chwilkę po szpitalnym korytarzu.
- Widać wszystko się udało, bo czuję się świetnie. Opłacało się zostać królikiem doświadczalnym -
śmieje się pani Anna.
Uciec spod gilotyny
- U pacjentki doszło do schorzenia polegającego na tym, że w odcinku lędźwiowym jeden z kręgów zsuwał się z kręgu umiejscowionego poniżej - tłumaczy dr Dariusz Łątka, ordynator oddziału neurochirurgii, gdzie przeprowadzono operację. - Mówiąc obrazowo, kręgosłup zjeżdżał zupełnie do przodu, co groziło wpadnięciem do miednicy i zgilotynowaniem korzeni nerwowych, a to poci±gnęłoby za sobą paraliż nóg. Trzeba było naprowadzić kręgosłup na właściwe miejsce, po czym zespolić kręgi za pomocą specjalnych
śrub.
Zwykle chirurdzy robią to, opierając się na zdjęciach z tomografu komputerowego lub rentgena sprzed operacji oraz na własnym doświadczeniu. Margines błędu może wtedy wynieść kilka milimetrów, a nawet centymetr.
- A wiadomo, jak wielkie znaczenie ma precyzja - podkreśla dr Łątka. - Każde uszkodzenie nerwów czy niedokładne osadzenie
śrub może decydować o zdrowiu pacjenta. Zastosowana przez nas metoda zawęża margines błędu do jednego milimetra, co fantastycznie zwiększa bezpieczeństwo pacjenta.
Skąd się brała możliwość błędu? - Badanie tomograficzne kręgosłupa wykonuje się przed zabiegiem u pacjenta leżącego na plecach, a operację przeprowadza się u leżącego na brzuchu - tłumaczy dr Łątka. - Obraz tomografu nie jest więc tożsamy z tym, co mamy na stole. Jeśli jednak uśpionego już pacjenta prześwietlimy rentgenem i nałożymy w komputerze na siebie te wszystkie dane, a do tego skorzystamy z danych wysyłanych przez czujniki na podczerwień, to otrzymamy obraz idealnie dokładny, według którego idealnie dokładnie możemy poprowadzić narzędzia chirurgiczne.
Nawigacja śródoperacyjna dobra na wszystko
Zastosowanie tej eksperymentalnej metody było możliwe dzięki wykorzystaniu systemu nawigacji
śródoperacyjnej, jaki testowany jest w WCM. To on właśnie ma możliwości techniczne i obliczeniowe pozwalające zmiksować wszystkie dane i uzyskać tak wyjątkową precyzję.
- Ta wyrafinowana technika komputerowa nie była dotąd stosowana w żadnym ośrodku neurochirurgicznym, nawet posiadającym własny sprzęt do nawigacji, a jest ich w Polsce już siedem - mówi dr Łątka. - W Europie
Środkowo-Wschodniej o wykorzystanie tej możliwości pokuszono się do tej pory jedynie w Klinice Neurochirurgii w Usti nad Łabą w Czechach.
Nawigacja śródoperacyjna to elektroniczny system składający się z komputera o wielkich możliwościach, monitora oraz zestawu narzędzi, kamer i czujników na podczerwień. W zależności od operacji, przy jakiej system jest stosowany, wykorzystuje się odpowiednie oprogramowanie i narzędzia. System pozwala np. podczas operacji "oglądać" mózg od
środka, a to dzięki systemowi miniaturowych czujników na podczerwień, wprowadzanych do mózgu przez maleńkie nawierty. Z dokładnością do milimetra lokalizują one położenie w mózgu narzędzi chirurgicznych.
System kosztuje 1,5 mln zł.
Operację przeprowadzili dr Tomasz Krzeszowiec i dr Zbigniew Florczak, system nawigacji nadzorował inż. Adam Centkowski