Jestem bytomianinem, którego początki
kariery zawodowej były związane ze słynną wówczas Klinice
Neurochirurgii w Bytomiu, specjalizującą się głównie w leczeniu
operacyjnym chorób kręgosłupa. Tam spotkałem wielu wspaniałych ludzi,
którzy nauczyli mnie rzemiosła, ale i ukształtowali moje poglądy na to,
w jaki sposób powinna działać nowoczesna placówka neurochirurgiczna.
Czas pracy w klinice bytomskiej był najwspanialszym okresem w moim
życiu.
Dlaczego więc przyszedłem do Opola?
Po pierwsze, moja żona jest opolanką i
bardzo chciała mieszkać blisko rodziców. Po drugie, w Opolu mieszkało i
mieszka wielu członków mojej rodziny - w dzieciństwie często
odwiedzałem to miasto, w oczach dziecka zawsze wydawało mi się w
stosunku do miast górnośląskich jasne, czyste, uporządkowane, po prostu
piękne.
Po trzecie, w Opolu uruchomiono nowoczesny
szpital, w którym zaplanowano powstanie neurochirurgii! To był okres, w
którym zaczęło bardzo mocno brakować środków na unowocześnianie starych
klinik. Moja macierzysta placówka bardzo mocno to odczuła. Jeśli
usłyszałem od swojego szefa, najwyższego zawodowego autorytetu: "Będzie
mi cię brakowało, ale idź tam. Ja mam parę lat do emerytury, ty przed
sobą całe zawodowe życie - musisz dostać nowe instrumenty by się
rozwijać ".
Słowa mego szefa wziąłem sobie do serca i
z perspektywy czasu oceniam, że miał stuprocentową rację. W Opolu
natrafiłem na atmosferę niezwykle sprzyjającą powstaniu i rozwojowi
nowej dyscypliny medycznej. Tworzenie oddziału oznaczało dwa razy
więcej pracy niż dotąd, ale efekty były widoczne.
W 2003 r. zostałem wybrany na nowego szefa
neurochirurgii opolskiej i w wieku 38 lat najmłodszym w Polsce
ordynatorem neurochirurgii. Natychmiast pojawiły się nowe wyzwania -
określenia celów i perspektyw rozwoju tego wciąż młodego bytu
neurochirurgicznego. I tu okazało się, jak bardzo warto inwestować w
ludzi. Otrzymałem potężne wsparcie: po pierwsze, od kolegów, których
uczyłem podstaw neurochirurgii, moich obecnych asystentów, po drugie,
od zespołu personelu pomocniczego - ciągle przeciążonego pracą za marne
wynagrodzenie, po trzecie, od osób zarządzających moim szpitalem, ale
także lecznictwem na Opolszczyźnie, a po czwarte, od wielu znajomych i
obcych ludzi, ważnych i mniej ważnych, których udało się przekonać do
wsparcia powołanego przez nas Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju
Neurochirurgii Na Opolszczyźnie.
Kluczem do sukcesu w każdej nowoczesnej,
dynamicznie rozwijającej się dyscyplinie życia jest wiedza. By ją
pozyskać, trzeba się kształcić. W chwili obecnej świat stoi otworem,
ale trzeba mieć środki by z tego skorzystać. Udało się. Szereg szkoleń,
które odbyli członkowie mojego zespołu w Stanach Zjednoczonych,
Szwajcarii, Niemczech niebywale rozszerzyło zakres wykonywanych przez
nas zabiegów. W okresie minionych czterech lat ilość operacji
neurochirurgicznych na Opolszczyźnie niemal się podwoiła.
Obecnie wykonujemy blisko 1200 zabiegów
rocznie; co więcej, są to procedury bardzo nowoczesne i wyrafinowane,
niejednokrotnie unikatowe w skali kraju, a nawet naszej części Europy.
Miarą naszego sukcesu może być fakt, że zaczęliśmy sami odgrywać
rolę nauczycieli - w ubiegłym roku uczyliśmy chirurgów z innych
krajowych ośrodków, ale także grupę chirurgów chorwackich i serbskich.
Stańmy się polskim St. Louis
Czuję się człowiekiem spełnionym zarówno
prywatnie, jak i zawodowo. To wspaniałe uczucie, które zawdzięczam w
dużej mierze temu miastu, tutaj żyjącym ludziom. Współczesne Opole to
na pewno jeszcze nie miasto marzeń. Jest jeszcze wiele do zrobienia,
także w dziedzinie opieki zdrowotnej, choć w porównaniu z innymi
regionami sytuacja jest wcale nie najgorsza. Myślę, że włodarze miasta
częściej powinni zerkać na sąsiadujący Wrocław, który uległ w ostatnich
latach tak cudownej przemianie. Myślę, że mamy tę szansę. Opole bardzo
przypomina mi amerykańskie St. Louis, w którym gościłem kilkakrotnie,
ucząc się neurochirurgii - nieduże uniwersyteckie miasto usytuowane z
dala od wielkich metropolii, ale za to ciche, czyste, spokojne -
wymarzone miejsce do życia z dala od globalistycznego zgiełku - ale z
drugiej strony potężne siłą swego uniwersytetu, ludzi tam pracujących
oraz tradycji - wszak Opole, podobnie jak St. Louis, można określić
"bramą na zachód"