Wiadomości:  |  Kraj  |  Świat  |  Gospodarka  |  Sport  |  Kultura  |  Nauka  |  Fotografie  |  Regiony  |

Gazeta.pl > Opole >  Przystanek Opole

A A A Wyślij     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Opole - Gazeta.pl

Dr Łątka: dużo zawdzięczam przeprowadzce do Opola

*Dariusz Łątka jest ordynatorem oddziału neurochirurgii w WCM
2007-02-20, ostatnia aktualizacja 2007-02-20 11:18

Współczesne Opole to na pewno jeszcze nie miasto marzeń. Ale ma niemałe walory i można w nim sporo osiągnąć - pisze dr Dariusz Łątka*.

Zobacz powiekszenie
Fot. Rafał Mielnik / AG
ZOBACZ TAKŻE
Jestem bytomianinem, którego początki kariery zawodowej były związane ze słynną wówczas Klinice Neurochirurgii w Bytomiu, specjalizującą się głównie w leczeniu operacyjnym chorób kręgosłupa. Tam spotkałem wielu wspaniałych ludzi, którzy nauczyli mnie rzemiosła, ale i ukształtowali moje poglądy na to, w jaki sposób powinna działać nowoczesna placówka neurochirurgiczna. Czas pracy w klinice bytomskiej był najwspanialszym okresem w moim życiu.

Dlaczego więc przyszedłem do Opola?

Po pierwsze, moja żona jest opolanką i bardzo chciała mieszkać blisko rodziców. Po drugie, w Opolu mieszkało i mieszka wielu członków mojej rodziny - w dzieciństwie często odwiedzałem to miasto, w oczach dziecka zawsze wydawało mi się w stosunku do miast górnośląskich jasne, czyste, uporządkowane, po prostu piękne.

Po trzecie, w Opolu uruchomiono nowoczesny szpital, w którym zaplanowano powstanie neurochirurgii! To był okres, w którym zaczęło bardzo mocno brakować środków na unowocześnianie starych klinik. Moja macierzysta placówka bardzo mocno to odczuła. Jeśli usłyszałem od swojego szefa, najwyższego zawodowego autorytetu: "Będzie mi cię brakowało, ale idź tam. Ja mam parę lat do emerytury, ty przed sobą całe zawodowe życie - musisz dostać nowe instrumenty by się rozwijać ".

Słowa mego szefa wziąłem sobie do serca i z perspektywy czasu oceniam, że miał stuprocentową rację. W Opolu natrafiłem na atmosferę niezwykle sprzyjającą powstaniu i rozwojowi nowej dyscypliny medycznej. Tworzenie oddziału oznaczało dwa razy więcej pracy niż dotąd, ale efekty były widoczne.

W 2003 r. zostałem wybrany na nowego szefa neurochirurgii opolskiej i w wieku 38 lat najmłodszym w Polsce ordynatorem neurochirurgii. Natychmiast pojawiły się nowe wyzwania - określenia celów i perspektyw rozwoju tego wciąż młodego bytu neurochirurgicznego. I tu okazało się, jak bardzo warto inwestować w ludzi. Otrzymałem potężne wsparcie: po pierwsze, od kolegów, których uczyłem podstaw neurochirurgii, moich obecnych asystentów, po drugie, od zespołu personelu pomocniczego - ciągle przeciążonego pracą za marne wynagrodzenie, po trzecie, od osób zarządzających moim szpitalem, ale także lecznictwem na Opolszczyźnie, a po czwarte, od wielu znajomych i obcych ludzi, ważnych i mniej ważnych, których udało się przekonać do wsparcia powołanego przez nas Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Neurochirurgii Na Opolszczyźnie.

Kluczem do sukcesu w każdej nowoczesnej, dynamicznie rozwijającej się dyscyplinie życia jest wiedza. By ją pozyskać, trzeba się kształcić. W chwili obecnej świat stoi otworem, ale trzeba mieć środki by z tego skorzystać. Udało się. Szereg szkoleń, które odbyli członkowie mojego zespołu w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, Niemczech niebywale rozszerzyło zakres wykonywanych przez nas zabiegów. W okresie minionych czterech lat ilość operacji neurochirurgicznych na Opolszczyźnie niemal się podwoiła.

Obecnie wykonujemy blisko 1200 zabiegów rocznie; co więcej, są to procedury bardzo nowoczesne i wyrafinowane, niejednokrotnie unikatowe w skali kraju, a nawet naszej części Europy. Miarą naszego sukcesu może być fakt, że zaczęliśmy sami odgrywać rolę nauczycieli - w ubiegłym roku uczyliśmy chirurgów z innych krajowych ośrodków, ale także grupę chirurgów chorwackich i serbskich.

Stańmy się polskim St. Louis

Czuję się człowiekiem spełnionym zarówno prywatnie, jak i zawodowo. To wspaniałe uczucie, które zawdzięczam w dużej mierze temu miastu, tutaj żyjącym ludziom. Współczesne Opole to na pewno jeszcze nie miasto marzeń. Jest jeszcze wiele do zrobienia, także w dziedzinie opieki zdrowotnej, choć w porównaniu z innymi regionami sytuacja jest wcale nie najgorsza. Myślę, że włodarze miasta częściej powinni zerkać na sąsiadujący Wrocław, który uległ w ostatnich latach tak cudownej przemianie. Myślę, że mamy tę szansę. Opole bardzo przypomina mi amerykańskie St. Louis, w którym gościłem kilkakrotnie, ucząc się neurochirurgii - nieduże uniwersyteckie miasto usytuowane z dala od wielkich metropolii, ale za to ciche, czyste, spokojne - wymarzone miejsce do życia z dala od globalistycznego zgiełku - ale z drugiej strony potężne siłą swego uniwersytetu, ludzi tam pracujących oraz tradycji - wszak Opole, podobnie jak St. Louis, można określić "bramą na zachód"