Nowoczesny oddział ma 35 łóżek, izolatkę z monitoringiem. Rozbudowano oddział
intensywnej opieki pooperacyjnej, który dotychczas gnieździł się w niedużej
sali. Po remoncie w obszernym pomieszczeniu jest sześć specjalistycznych
stanowisk spełniających wszelkie unijne standardy. Jest nawet łącze
internetowe, dzięki któremu przesyłane będą dane biomedyczne do Politechniki
Wrocławskiej, z którą współpracuje neurochirurgia. Oddział powiększył się o
blisko 200 metrów kwadratowych, zajmując pomieszczenia po dawnej szpitalnej
kuchni.
- Ze względu na różnicę poziomów nie możemy tam pomieścić sal szpitalnych.
Znajdują się tam wszelkie pomieszczenia socjalne, a sale chorych dzięki temu
mogły zostać przebudowane - tłumaczy dr Łątka.
Co to oznacza dla pacjentów?
- To prawdziwa rewolucja. Ostatnie pół roku, gdy zajmowaliśmy gościnnie połowę
oddziału ortopedii, to najgorszy okres w moim życiu. Mogliśmy operować tylko
popołudniami. W związku z tym lista pacjentów oczekujących na planowe operacje
wydłużyła się z dwóch do pięciu miesięcy. I tak jestem wdzięczny oddziałom
intensywnej opieki medycznej z terenu całego województwa, które pomogły nam i
przejmowały pacjentów po operacjach mózgowych. Musieliśmy ich jak najszybciej
wypisywać, bo brakowało nam łóżek. To znowu powodowało, że nie mogliśmy
wykonywać kolejnych operacji. I tak mimo starań wykonaliśmy o mniej więcej 100
operacji mniej niż przed rokiem. Teraz wszystkie sale są dwuosobowe z
łazienkami - mówi dr Łątka.
Prace kosztowały około 3 mln zł, z czego po ok. 1,3 mln pochodziło ze środków
unijnych i z budżetu województwa. Resztę wyłożył szpital.
Do pełni szczęścia oddział potrzebuje jeszcze nowego systemu do monitorowania
parametrów życiowych pacjentów. - Ten, który posiadamy, ma już 10 lat i uległ
degradacji. Marzy nam się nowy - mówi dr Łątka.
Kiedy oddział zacznie działać pełną parą? - Gdy znajdziemy 1-1,5 mln zł na jego
wyposażenie - mówi dyrektor WCM
Marek
Piskozub.
Dyrektor departamentu zdrowia urzędu marszałkowskiego Stanisław Łągiewka
zapowiada, że znajdą się pieniądze na wyposażenie oddziału. - W przyszłorocznym
budżecie są na to zapisane pieniądze. O szczegółach będę mógł powiedzieć po
przyjęciu budżetu - mówi Łągiewka. Oddział musi zostać uruchomiony, bo w
przeciwnym razie trzeba będzie zwrócić pomoc unijną. - Nie ma takiego
zagrożenia - zapewnia Łągiewka.