REPORTAŻ,
PUBLICYSTYKA:: Ostatni skok
|
Maciek karmiony przez brata Tomka. (Fot. Witold
Chojnacki) |
|
|
|
|
| Tego dnia Maciek rąbnął już raz o dno, kiedy zbyt
brawurowo wszedł w toń. Ale nawet nie zabolało, więc szybko
zapomniał.
Do Osowca przyjechali w
dziesiątkę - z Kłobucka pod Częstochową. Mieli namioty i apetyt na
kąpiel. Lato nareszcie się ucukrowało, a woda w Jeziorze Srebrnym
podniosła się o kilka centymetrów - wyparta przez liczne ciała
plażowiczów. Do liny zawieszonej na gałęzi nadbrzeżnego dębu
ustawiła się kolejka. Naprężenie sznura, rozbieg, lot i skok.
Cwaniacy na główkę, co wymagało przekręcenia się w powietrzu; cykory
- na nogi. Maciek Klimczak skakał na główkę. Był 1 sierpnia 2004
roku.
23 lata, student geodezji Akademii Rolniczej w
Krakowie. Szczupły, sprawny, żywotny. Ojciec nauczył go pływać i
skakać do wody, gdy chłopak miał 6 lat. Na basenie zdarzało mu się
już skakać z 6-metrowej wieży. Kolejka do liny wydłużyła się, a
jemu nie chciało się czekać. Odbił się z brzegu i skoczył w miejsce,
które wysondował wcześniej stopami. Leciał bez specjalnych
wygibasów, ot tak jak się spada do wody. - Poczułem uderzenie,
ale bez bólu. Widziałem gwiazdy i wypłynąłem bezwładnie na
powierzchnię. Dla przyjaciół na brzegu wyglądało to śmiesznie:
jakbym udawał topiącego się paralityka. Śmiali się... W końcu
ktoś na brzegu musiał dostrzec oczy Maćka. A tam było przerażenie
zamiast zabawy: - Panowie, on nie udaje! Wynieśli go na brzeg -
bez czucia w kończynach, mokrego, przerażonego. Położyli na igliwiu.
Ktoś wbił w komórkę numer 112. Za jakiś czas ortopeda w opolskim WCM
stwierdził złamanie kręgosłupa.
A potem mogło być
tak: Jako typowy "szyjniak" (tak mówią ortopedzi na pacjentów ze
złamanymi kręgami szyjnymi), Maciek do końca życia skazany byłby na
łóżko. Ortopedzi mówią też na takich "myśląca głowa". W domyśle: i
nic więcej. Chłopak ruszałby tylko językiem i powiekami. O tym, że
właśnie się załatwił, informowałby go zapach. Syty byłby tylko
wtedy, gdyby został nakarmiony. Nigdy nie zaznałby rozkoszy seksu.
On, młody ambitny mężczyzna, musiałby pokornie czekać, aż ktoś
zmieni mu pampersa, okryje kołdrą, przewróci na drugi bok, żeby nie
było odleżyn. Wędrowałby z domu do szpitala, ze szpitala do ośrodka
rehabilitacji i znów do domu. W zależności od opieki jego życie
byłoby piekłem albo jeszcze większym piekłem. Mógłby tak żyć
kilka lub kilkanaście lat, a w tym czasie najprawdopodobniej
przeszedłby kilka załamań nerwowych. Być może jedno z nich
odebrałoby mu zainteresowanie życiem na tyle skutecznie, że organizm
przestałby się bronić nawet przed katarem. Gdyby chory sam chciał
skrócić swe męki, nie byłby w stanie tego zrobić. Co najwyżej mógłby
przechować w ustach resztki jedzenia, a potem, gdy opiekun byłby
daleko, próbować się nimi zachłysnąć.
|
Szybka narada nad kręgosłupem Maćka. Od lewej: dr
Jan Danel, dr Tomasz Jastrzębski, dr Zbigniew Florczak.
(Fot. Witold Chojnacki) |
|
|
|
|
| - Byłem kiedyś na oddziale lecznicy, gdzie leżą tacy
sparaliżowani. Niektórzy obiecywali złote góry, żeby skrócić im
życie - opowiada dr Zbigniew Florczak, neurochirurg, jeden z lekarzy
operujących Macieja Klimczaka. To wszystko działoby się z ciałem
i psychiką Maćka. A co stałoby się z jego marzeniami? Planami?
Ambicjami? Martwe ciało, martwa przyszłość. Gdyby chłopak miał nieco
szczęścia, czekałby go wózek, czyli też życie w innej bajce. Bajce
rysowanej czarną kredką... Tak mogło być, bo tak dzieje się w 99
procentach przypadków.
Ale było tak: Kręgosłup Maćka
złamał się co prawda, ale nie doszło do przerwania rdzenia
kręgowego. To tak, jakby złamała się rurka z kremem, ale nadzienie
zostałoby nietknięte. Istny cud. Szczęście w nieszczęściu. Jeden na
ileś tam... Rdzeń kręgowy odpowiada za ruch i czucie - to taki jakby
główny światłowód organizmu. Szczęście Maćka polegało także na
tym, że koledzy, wynosząc go z wody - mniejsza o to: świadomie czy
nie - zrobili to bardzo fachowo. Nie ustawiali go do pionu, nie
naciągali go, nie obmacywali w poszukiwaniu złamań, nie przewracali
na boki. Nie podkładali też w odruchu litości - niech biedny nie
leży tak na gołej ziemi - żadnych poduszek pod głowę. Taka poduszka
to gwarancja kalectwa. Dzięki temu bezcenny rdzeń został
nienaruszony. Kolejne szczęście polegało na fachowym
przeniesieniu Macka do karetki. Niby oczywistość, ale nie każdy
zespół ratowniczy stosuje w tym celu specjalny kołnierz
ortopedyczny. Maciek miał szczęście do fachowców. Miał do nich
szczęście i wtedy, gdy trafił do opolskiego Wojewódzkiego Centrum
Medycznego. Od kilku miesięcy działa tu interdyscyplinarny zespół
neurochirurgów, ortopedów, chirurgów, anestezjologów i internistów.
Przy stole, na którym leżał Maciek, stanęło trzech lekarzy: dr Jan
Danel, ordynator ortopedii, dr Tomasz Jastrzębski, jego zastępca,
oraz dr Zbigniew Florczak, neurochirurg. Trzeba było wyłuskać rdzeń
spośród odłamków kostnych, które pozostały po jednym z kręgów, a
potem osłonić go tytanowym koszyczkiem. Wcześniej jednak
wywiercono Maćkowi nad uszami dwie dziury w czaszce, założono
konstrukcję z szyn i z drutu i obciążono głowę ciężarkami. Wyglądał
jak z horroru o szalonych lekarzach-sadystach. Przeszedł też
wszystkie możliwe badania, które miały dać lekarzom odpowiedź na
pytanie: operujemy czy nie?
A dziś jest tak: W pokoju
Maćka rozłożył się z książkami jego brat Tomek, który szlifuje swój
angielski potrzebny mu w pracy (jest specjalistą planowania
produkcji). Pomiędzy szlifowaniem zasad "present perfect" a "past
countinous" Tomek robi bratu herbatę, kanapki, zabawia rozmową i
myśli o "future tense", który rysuje się pomyślnie. Maciek siada już
na łóżku, staje, spaceruje, i to kilka dni po operacji. Blizna na
szyi, którędy wyjmowano potrzaskany kręg, goi się fantastycznie.
Dr Danel kazał mu być odważnym, co oznacza tyle, że chłopak nie
może się bać chodzić i żyć, jak żył. I Maciek jest odważny. Nie
zdobędzie się już jednak w życiu na jedno: nigdy nie skoczy do wody
na główkę. - A i na nogi chyba też nie - dodaje po chwili
namysłu. - I proszę mnie sfotografować, jak mój przykład podziała
ostrzegawczo choćby na jedną osobę, to będę
zadowolony. Deklaracja nieskakania to była zresztą ostatnia
rzecz, jaką pamięta, zanim zapadł w narkotyczny sen przed
operacją. - To był mój ostatni skok - krzyknął do lekarzy, gdy
wieźli go na operację. - Ja mu wierzę - mówi dr Zbigniew
Florczak.
FILAR ORGANIZMU Kręgosłup w odcinku szyjnym
pełni rolę stabilizatora i amortyzatora czaszki i chroni
przebiegający w nim rdzeń kręgowy - niezwykle delikatną strukturę
nerwów przewodzących informacje o ruchu i czuciu całego ciała. W
przypadku odwrócenia sytuacji, kiedy to w wyniku upadku musi
utrzymać całą masę ciała, przegrywa stając się nadzwyczaj kruchym i
łamliwym tworem niszczącym zawarty w nim rdzeń kręgowy. Urazy
kręgosłupa w odcinku szyjnym z uszkodzeniem rdzenia kręgowego należą
do najcięższych następstw wypadków. Mimo że statystycznie nie
przerażają (liczbę uszkodzeń szacuje się rocznie na około 25-35 na 1
milion), to jednak ich następstwa (całkowite uzależnienie od
otoczenia) są niezwykle dramatyczne. Uszkodzeniom tego typu
5-6-krotnie częściej ulegają mężczyźni niż kobiety. W Polsce liczbę
urazów kręgosłupa szyjnego z uszkodzeniem rdzenia kręgowego określa
się szacunkowo na 400 rocznie. Najczęściej ofiarami padają młodzi,
sprawni mężczyźni, a wypadki są skutkiem brawury - nad wodą, na
szosie, na boisku, na dyskotece.
DR DARIUSZ ŁĄTKA, ORDYNATOR
ODDZIAŁU NEUROCHIRURGII W OPOLU: - Przede wszystkim należy
pamiętać, żeby osoby, która uległa wypadkowi, nie przenosić, nie
stawiać, nie sadzać, nie szarpać nią. Nie wolno też podkładać
jakichkolwiek poduszek pod głowę. Trzeba rannego pozostawić na
ziemi, okryć delikatnie i wezwać jak najszybciej pomoc. Zaś co do
przypadku Maćka, to trzeba przyznać, że chłopak miał duże szczęście.
Zarówno na samym początku, gdy wyciągano go z wody, jak i wtedy, gdy
zdecydowano przywieźć go do nas. Nie chcę się chwalić, ale w ciągu
ostatnich kilku lat WCM stało się jednym z wiodących w Polsce
ośrodków chirurgii kręgosłupa. Dyrekcja nie poskąpiła pieniędzy na
najnowsze technologie w tej dziedzinie, a my, wspólnie z ortopedami
kierowanymi przez dr. Jana Danela, stworzyliśmy zespół, który
podejmuje najtrudniejsze wyzwania. Nie do przecenienia jest w
przypadku urazów rdzenia i kręgosłupa rola
anestezjologów.
Zbigniew
Górniak zgorniak@nto.pl
Ostatnie
zmiany: 14. Sierpnia 2004 10:45
|