nto.pl                       
     Poniedziałek 30 sierpnia 2004
Powrót   Powrót

REPORTAŻ, PUBLICYSTYKA::
Ostatni skok

Maciek karmiony przez brata Tomka. (Fot. Witold Chojnacki)
Tego dnia Maciek rąbnął już raz o dno, kiedy zbyt brawurowo wszedł w toń. Ale nawet nie zabolało, więc szybko zapomniał.

Do Osowca przyjechali w dziesiątkę - z Kłobucka pod Częstochową. Mieli namioty i apetyt na kąpiel. Lato nareszcie się ucukrowało, a woda w Jeziorze Srebrnym podniosła się o kilka centymetrów - wyparta przez liczne ciała plażowiczów. Do liny zawieszonej na gałęzi nadbrzeżnego dębu ustawiła się kolejka. Naprężenie sznura, rozbieg, lot i skok. Cwaniacy na główkę, co wymagało przekręcenia się w powietrzu; cykory - na nogi. Maciek Klimczak skakał na główkę. Był 1 sierpnia 2004 roku.

23 lata,
student geodezji
Akademii Rolniczej w Krakowie. Szczupły, sprawny, żywotny. Ojciec nauczył go pływać i skakać do wody, gdy chłopak miał 6 lat. Na basenie zdarzało mu się już skakać z 6-metrowej wieży.
Kolejka do liny wydłużyła się, a jemu nie chciało się czekać. Odbił się z brzegu i skoczył w miejsce, które wysondował wcześniej stopami. Leciał bez specjalnych wygibasów, ot tak jak się spada do wody.
- Poczułem uderzenie, ale bez bólu. Widziałem gwiazdy i wypłynąłem bezwładnie na powierzchnię. Dla przyjaciół na brzegu wyglądało to śmiesznie: jakbym udawał topiącego się paralityka. Śmiali się...
W końcu ktoś na brzegu musiał dostrzec oczy Maćka. A tam było przerażenie zamiast zabawy: - Panowie, on nie udaje!
Wynieśli go na brzeg - bez czucia w kończynach, mokrego, przerażonego. Położyli na igliwiu. Ktoś wbił w komórkę numer 112. Za jakiś czas ortopeda w opolskim WCM stwierdził złamanie kręgosłupa.

A potem mogło być tak:
Jako typowy "szyjniak" (tak mówią ortopedzi na pacjentów ze złamanymi kręgami szyjnymi), Maciek do końca życia skazany byłby na łóżko. Ortopedzi mówią też na takich "myśląca głowa". W domyśle: i nic więcej. Chłopak ruszałby tylko językiem i powiekami. O tym, że właśnie się załatwił, informowałby go zapach. Syty byłby tylko wtedy, gdyby został nakarmiony. Nigdy nie zaznałby rozkoszy seksu. On, młody ambitny mężczyzna, musiałby pokornie czekać, aż ktoś zmieni mu pampersa, okryje kołdrą, przewróci na drugi bok, żeby nie było odleżyn. Wędrowałby z domu do szpitala, ze szpitala do ośrodka rehabilitacji i znów do domu. W zależności od opieki jego życie byłoby piekłem albo jeszcze większym piekłem.
Mógłby tak żyć kilka lub kilkanaście lat, a w tym czasie najprawdopodobniej przeszedłby kilka załamań nerwowych. Być może jedno z nich odebrałoby mu zainteresowanie życiem na tyle skutecznie, że organizm przestałby się bronić nawet przed katarem. Gdyby chory sam chciał skrócić swe męki, nie byłby w stanie tego zrobić. Co najwyżej mógłby przechować w ustach resztki jedzenia, a potem, gdy opiekun byłby daleko, próbować się nimi zachłysnąć.


Szybka narada nad kręgosłupem Maćka. Od lewej: dr Jan Danel, dr Tomasz Jastrzębski, dr Zbigniew Florczak. (Fot. Witold Chojnacki)
- Byłem kiedyś na oddziale lecznicy, gdzie leżą tacy sparaliżowani. Niektórzy obiecywali złote góry, żeby skrócić im życie - opowiada dr Zbigniew Florczak, neurochirurg, jeden z lekarzy operujących Macieja Klimczaka.
To wszystko działoby się z ciałem i psychiką Maćka. A co stałoby się z jego marzeniami? Planami? Ambicjami? Martwe ciało, martwa przyszłość. Gdyby chłopak miał nieco szczęścia, czekałby go wózek, czyli też życie w innej bajce. Bajce rysowanej czarną kredką...
Tak mogło być, bo tak dzieje się w 99 procentach przypadków.

Ale było tak:
Kręgosłup Maćka złamał się co prawda, ale nie doszło do przerwania rdzenia kręgowego. To tak, jakby złamała się rurka z kremem, ale nadzienie zostałoby nietknięte. Istny cud. Szczęście w nieszczęściu. Jeden na ileś tam... Rdzeń kręgowy odpowiada za ruch i czucie - to taki jakby główny światłowód organizmu.
Szczęście Maćka polegało także na tym, że koledzy, wynosząc go z wody - mniejsza o to: świadomie czy nie - zrobili to bardzo fachowo. Nie ustawiali go do pionu, nie naciągali go, nie obmacywali w poszukiwaniu złamań, nie przewracali na boki. Nie podkładali też w odruchu litości - niech biedny nie leży tak na gołej ziemi - żadnych poduszek pod głowę. Taka poduszka to gwarancja kalectwa. Dzięki temu bezcenny rdzeń został nienaruszony.
Kolejne szczęście polegało na fachowym przeniesieniu Macka do karetki. Niby oczywistość, ale nie każdy zespół ratowniczy stosuje w tym celu specjalny kołnierz ortopedyczny. Maciek miał szczęście do fachowców.
Miał do nich szczęście i wtedy, gdy trafił do opolskiego Wojewódzkiego Centrum Medycznego. Od kilku miesięcy działa tu interdyscyplinarny zespół neurochirurgów, ortopedów, chirurgów, anestezjologów i internistów. Przy stole, na którym leżał Maciek, stanęło trzech lekarzy: dr Jan Danel, ordynator ortopedii, dr Tomasz Jastrzębski, jego zastępca, oraz dr Zbigniew Florczak, neurochirurg. Trzeba było wyłuskać rdzeń spośród odłamków kostnych, które pozostały po jednym z kręgów, a potem osłonić go tytanowym koszyczkiem.
Wcześniej jednak wywiercono Maćkowi nad uszami dwie dziury w czaszce, założono konstrukcję z szyn i z drutu i obciążono głowę ciężarkami. Wyglądał jak z horroru o szalonych lekarzach-sadystach. Przeszedł też wszystkie możliwe badania, które miały dać lekarzom odpowiedź na pytanie: operujemy czy nie?

A dziś jest tak:
W pokoju Maćka rozłożył się z książkami jego brat Tomek, który szlifuje swój angielski potrzebny mu w pracy (jest specjalistą planowania produkcji). Pomiędzy szlifowaniem zasad "present perfect" a "past countinous" Tomek robi bratu herbatę, kanapki, zabawia rozmową i myśli o "future tense", który rysuje się pomyślnie. Maciek siada już na łóżku, staje, spaceruje, i to kilka dni po operacji. Blizna na szyi, którędy wyjmowano potrzaskany kręg, goi się fantastycznie.
Dr Danel kazał mu być odważnym, co oznacza tyle, że chłopak nie może się bać chodzić i żyć, jak żył. I Maciek jest odważny.
Nie zdobędzie się już jednak w życiu na jedno: nigdy nie skoczy do wody na główkę.
- A i na nogi chyba też nie - dodaje po chwili namysłu. - I proszę mnie sfotografować, jak mój przykład podziała ostrzegawczo choćby na jedną osobę, to będę zadowolony.
Deklaracja nieskakania to była zresztą ostatnia rzecz, jaką pamięta, zanim zapadł w narkotyczny sen przed operacją.
- To był mój ostatni skok - krzyknął do lekarzy, gdy wieźli go na operację.
- Ja mu wierzę - mówi dr Zbigniew Florczak.

FILAR ORGANIZMU
Kręgosłup w odcinku szyjnym pełni rolę stabilizatora i amortyzatora czaszki i chroni przebiegający w nim rdzeń kręgowy - niezwykle delikatną strukturę nerwów przewodzących informacje o ruchu i czuciu całego ciała. W przypadku odwrócenia sytuacji, kiedy to w wyniku upadku musi utrzymać całą masę ciała, przegrywa stając się nadzwyczaj kruchym i łamliwym tworem niszczącym zawarty w nim rdzeń kręgowy.
Urazy kręgosłupa w odcinku szyjnym z uszkodzeniem rdzenia kręgowego należą do najcięższych następstw wypadków. Mimo że statystycznie nie przerażają (liczbę uszkodzeń szacuje się rocznie na około 25-35 na 1 milion), to jednak ich następstwa (całkowite uzależnienie od otoczenia) są niezwykle dramatyczne. Uszkodzeniom tego typu 5-6-krotnie częściej ulegają mężczyźni niż kobiety. W Polsce liczbę urazów kręgosłupa szyjnego z uszkodzeniem rdzenia kręgowego określa się szacunkowo na 400 rocznie. Najczęściej ofiarami padają młodzi, sprawni mężczyźni, a wypadki są skutkiem brawury - nad wodą, na szosie, na boisku, na dyskotece.

DR DARIUSZ ŁĄTKA, ORDYNATOR ODDZIAŁU NEUROCHIRURGII W OPOLU:
- Przede wszystkim należy pamiętać, żeby osoby, która uległa wypadkowi, nie przenosić, nie stawiać, nie sadzać, nie szarpać nią. Nie wolno też podkładać jakichkolwiek poduszek pod głowę. Trzeba rannego pozostawić na ziemi, okryć delikatnie i wezwać jak najszybciej pomoc. Zaś co do przypadku Maćka, to trzeba przyznać, że chłopak miał duże szczęście. Zarówno na samym początku, gdy wyciągano go z wody, jak i wtedy, gdy zdecydowano przywieźć go do nas. Nie chcę się chwalić, ale w ciągu ostatnich kilku lat WCM stało się jednym z wiodących w Polsce ośrodków chirurgii kręgosłupa. Dyrekcja nie poskąpiła pieniędzy na najnowsze technologie w tej dziedzinie, a my, wspólnie z ortopedami kierowanymi przez dr. Jana Danela, stworzyliśmy zespół, który podejmuje najtrudniejsze wyzwania. Nie do przecenienia jest w przypadku urazów rdzenia i kręgosłupa rola anestezjologów.



Zbigniew Górniak
zgorniak@nto.pl

Ostatnie zmiany: 14. Sierpnia 2004 10:45

ZOBACZ WIĘCEJ:

  

Powrót   Powrót
AKTUALNOŚCI:   REGION SPORT OPINIE AUTO-MOTO DOM ZDROWIE  STUDENTOM REPORTAŻ PUBLICYSTYKA WYWIADY CZAT PRAWO I PRACA KULTURA PIENIĄDZE

POWIATY:

  BRZEG GŁUBCZYCE KĘDZIERZYN-KOŹLE KLUCZBORK KRAPKOWICE NAMYSŁÓW NYSA OLESNO OPOLE PRUDNIK STRZELCE OPOLSKIE
ROZMAITOŚCI:   ARCHIWUM POGODA HOROSKOP METRYKA DNIA MOIM ZDANIEM WIEMY, SŁYSZELIŚMY, LUDZIE MÓWIĄ JEDYNKA NTO  FORUM NTO  FOTOGRAFIE

OGŁOSZENIA:

OGŁOSZENIA DROBNE CENNIKI FORMATY INSERTY ADRESY

PRO MEDIA:

BIURO REKLAMY I OGŁOSZEŃ KOLPORTAŻ ADRESY ADRESY REDAKCJI 

Webmaster
          Pro Media sp. z o.o. - Opole 1998-2003       mailto:nto@nto.pl