Ktoś, kto miałby okazję zobaczyć 47-letniego Marcina Facka środowego
poranka, nie uwierzyłby, że dzień wcześniej przeszedł skomplikowaną
operację usunięcia guza mózgu. Samodzielnie usiadł na łóżku, zjadł
śniadanie. W południe swobodnie z nami rozmawiał, a o trudnej operacji
przypominała tylko niewielka rana na czaszce. - Czuję się doskonale,
jakbym żadnej operacji nie przechodził - opowiada. - Tyle że lewą rękę
muszę ćwiczyć.
Kiedy z końcem czerwca pan Marcin poczuł, że jego lewa noga jest jakby
trochę "nie jego", ciągnie się nieco i utyka, nie zmartwił się zbytnio.
Kilka dni potem jednak dopadł go ból lewej ręki i barku. - Poszedłem do
lekarza, zalecił rehabilitację - opowiada pan Marcin. - Poprawy jednak
nie było. Na dobre się przestraszyłem, gdy pojawiły się drgawki i ręki,
i nogi. Trafiłem do szpitala przy Wodociągowej, gdzie zrobiono mi
tomografię głowy.
Diagnoza: guz mózgu, natychmiast do Wojewódzkiego Centrum Medycznego na
oddział neurochirurgii. Tam dr Dariusz Łątka, ordynator oddziału
neurochirurgii, zdecydował, że ze względu na trudne położenie guza
(znajdował się on w obszarze mózgu odpowiedzialnym za ruch, więc każdy
błąd chirurga mógł się okazać fatalny w skutkach) dobrze byłoby
zastosować połączone metody: tradycyjnej neuronawigacji oraz
ultrasonografii.
Usg zagląda w głąb mózgu
Na czym polega wyższość tej synchronicznej metody nad tradycyjnym
wycinaniem guza? Do tej pory operowano w oparciu o dwa obrazy;
przekazywany przez umieszczone na końcówkach narzędzi chirurgicznych
czujniki na podczerwień (widoczny na monitorze) oraz ten uzyskany z
tomografu komputerowego lub rezonansu magnetycznego, który pokazywał
umiejscowienie guza tuż przed zabiegiem.
- To precyzyjna metoda, ale tylko na krótko, dopóki wnętrze otwartej
czaszki przypomina to sprzed zabiegu. W miarę upływu czasu i postępów
operacji wnętrze czaszki jednak zmienia się, choćby z powodu wycinania
kolejnych części guza czy obrzęków tkanek. I wtedy o precyzję
chirurgowi już trudniej, bo guz może się nieco przesunąć, czego chirurg
już nie widzi - tłumaczy dr Łątka.
Dlatego użył podczas wtorkowej operacji głowicy ultrasonograficznej,
wyposażonej w tzw. ramki optyczne, dzięki której uzyskał na monitorze
komputerowym idealny aktualny obraz mózgu. Zwykle ultrasonografii nie
stosuje się do badania mózgu, bo fale ultradźwiękowe nie przenikają
przez kości czaszki. - Inaczej jednak, kiedy jest ona otwarta - wtedy
za pomocą usg. możemy doskonale "obejrzeć" mózg. Pracujemy precyzyjnie,
możemy też potem ocenić, czy guz został usunięty w całości, czy coś
zostało - zauważa lekarz.
Operacja trwała trzy godziny, czyli o godzinę dłużej niż klasyczna. Wszystko poszło dobrze.
Nowa metoda ma być odtąd stosowana, kiedy tylko się da. - Bo jest
rewelacyjna - tak z punktu widzenia chirurga, który może pracować z
niezwykłą precyzją, jak i ze względu na pacjenta, bo pozwala na mniej
rozległe otwarcie czaszki, co umożliwia szybsze dojście do siebie po
zabiegu - mówi dr Łątka.
W Opolu operowano już dwa kolejne guzy. To zabiegi pionierskie nie
tylko w skali kraju, ale i Europy Środkowo-Wschodniej. Odpowiednią
aparaturą do ich przeprowadzania dysponują w Polsce jeszcze tylko dwa
ośrodki: Klinika Neurochirurgii w Szczecinie i Centrum Onkologii w
Warszawie, tam jednak na razie jej nie uruchomiono. Na Zachodzie takie
operacje przeprowadza się już stosunkowo często.
Opolscy neurochirurdzy - najwyższa półka
- maj 2003 r. - pierwsze na Opolszczyźnie wstawienie tytanowej protezy
kręgosłupa, do którego neurochirurdzy dostali się, otwierając klatkę
piersiową
- luty 2004 r. - pierwsze na Śląsku wstawienie ruchomego implantu dysku międzykręgowego
- wrzesień 2004 r. - trzeci w Polsce implant w kształcie banana wszczepiono pacjentowi z dyskopatią
- marzec 2005 r. - znikające implanty kręgosłupowe, które po kilkunastu
miesiącach wchłania organizm, opolscy neurochirurdzy wszczepili
pacjentom jako drudzy w kraju
- luty 2006 r. - igła i szybkowiążący cement zamiast rozległej operacji
- i złamany kręgosłup naprawiony; pierwsze w Polsce zabiegi tzw.
wertebroplastyki przezskórnej przeprowadzono w WCM